Dziękuję wszystkim odwiedzającym moje stoisko za zainteresowanie i miłe słowa. Bardzo dużo miłych słów :) Jestem ogromnie zaszczycona mogąc pracować dla tak wspaniałych ludzi, jak goście

To właśnie dla Was przygotowuję nowe wzory i nieustannie dopracowuję te, które już dobrze znacie i lubicie. Jestem do Waszej dyspozycji zawsze wtedy, kiedy potrzebujecie fachowego wsparcia, albo jedynie małej inspiracji. Czasem robię za wedding – plannera, kiedy trzeba podpowiedzieć gdzie i co. Najbardziej jednak lubię tworzyć dla Was z pasją…

Każda para, która odwiedziła moje stoisko – zgodnie z obietnicą – może liczyć na rabat: zaproszeń lub całych zestawów weselnych, w których skład wchodzi: Księga Gości, winietki, zawieszki na alkohol, plan stołów oraz oczywiście ZAPROSZENIA.

 

Dziś mam dla Was kilka słów refleksji z owego, pamiętnego dnia, 20 stycznia 2019 roku – dnia VIII Lubuskich Targów Ślubnych, kiedy halę zielonogórskiego CRSu w kilka minut od otwarcia, zapełniły tłumy ciekawych i gotowych (zdecydować się) na wszystko Młodych i Pięknych, zwanych dalej – Narzeczonymi.

Za moich czasów, jak się brało ślub – to można było sobie wypożyczyć dwa gołębie w koszyku i w odpowiednim czasie (zaraz po wyjściu z kościoła) zanim jeszcze w młodą parę zostały wycelowane wszelkie miedziane zaskórniaki – wypuścić sobie te dwa, Bogu ducha winne ptaszory w podniebną przestrzeń. Było przy tym sporo emocji, a ile wzruszeń, nie wspominając o doznaniach estetycznych! Gołębie jednym słowem robiły robotę, ale żeby był w tym jakiś sens? Nie zdecydowaliśmy się na nie, choć rozważaliśmy (jak WSZYSCY narzeczeni tamtych lat) taką opcję.

Teraz…

Teraz jest jeszcze trudniej. Młodzi ludzie często stają przed takimi dylematami, że mnie już na samą myśl głowa boli. Widać, doszukiwanie się sensu i dochodzenie racji bytu niektórych „weselnych atrakcji” przewyższa moje skromne możliwości dedukcyjne. Niektóre bowiem z nich nijak nie kleją mi się z podniosłą chwilą rozpoczęcia przez dwoje młodych ludzi swojej nowej drogi życia.

Coby nie mówić, fantazja i kreatywność rekinów tegoż biznesu potrafi zaskoczyć nawet mnie! Pozwólcie, że podzielę się z Wami niektórymi hitami, będącymi niezłą rozkminą dla dzisiejszych młodych:

  1. Kluby fitness – by pani młoda na czas ślubu mogła wskoczyć w o jeden mniejszy rozmiar,
  2. Siłownie – by pan młody miał słusznych rozmiarów biceps,
  3. Biura podróży – bo lepiej dwa lata wcześniej zaplanować podróż poślubną,
  4. Szkoły tańca – by pierwszy taniec był co najmniej taki, jak z Tańca z Gwiazdami,
  5. Klaun animator – by rozbawione dzieciary nie latały samopas między stolikami, (my lataliśmy jako dzieci i do dziś mam najlepsze wspomnienia z tych lotów),
  6. Jeżdżące wózeczki z lodami – by mobilny cukier dotarł do jak największego grona znudzonych pajacem, pogrążonych w telefonach swoich rodziców – rozbawionych dzieciarów,
  7. Pokazy barmanów – yyy, nie znalazłam uzasadnienia ;-)
  8. Pokazy laserów – haha, skojarzyło mi się wyłącznie z fanami Gwiezdnych Wojen, ale to by oznaczało dość wąskie grono klientów, (no, chyba, że się mylę).

 

W gąszczu przeróżnych – według mojej subiektywnej oceny – kompletnie bezużytecznych atrakcji weselnych, można ku poratowaniu podupadniętego ducha, trafić na prawdziwe perełki. A jak z kamieniami szlachetnymi często bywa, należy się liczyć z tym, że będzie trzeba za nie sporo zapłacić. Uważam jednak, że warci są każdych pieniędzy, bo jakość jaką oferują zostanie przez Was natychmiast doceniona.

 

Tegoroczne strzały w 10-tkę targów to:

  1. Fotobudka – i tu pozwolę sobie polecić najlepszą ekipę w całym kosmosie i okolicy: Fotobudka Łowcy Chwil. Już sama nazwa ujmuje, a co dopiero jakość odbitek! Zdaniem targowych gości (usłyszane mimochodem) – bezkonkurencyjni. Przetestowani na własnej skórze – godni polecenia z ręką na sercu!
  2. Fotograf. Dla mnie osobiście namber łan, odkąd poznałam jego perspektywę ujęć – to Damian Kaczorowski. Nie robił nam co prawda zdjęć ślubnych, bo wtedy go jeszcze nie znaliśmy, ale robił zdjęcia wszystkim, (no prawie wszystkim) naszym znajomym. I są cudowne! Bez wyjątku :)
  3. Makijaż. MUSsssi być profesjonalny! Azatem drogie panie – malujemy się u MUS Daria Olszewska.

Wszystkich, których powyżej poleciłam – są według mnie godni polecenia. Bez ściemy i lukrowania. Dają 100% z siebie.

Dziś nie puszcza się już gołębi. Dziś puszcza się z dymem tysiące tysięcy, by zadowolić każdego ze 150 zaproszonych gości. I wiecie, jaka jest największa moja refleksja po każdych targach ślubnych?

Cieszę się, że nie muszę brać ślubu jeszcze raz.

Udostępnij na: